Archiwa kategorii: Jaki aparat kupić?

Za co kocham mój aparat fotograficzny

Kocham

Wszystkie nowiutkie Canony i Nikony są wadliwe. Soniaki też. I Fuji, Panasoniki, a nawet Pentaxy!

Przeczytaj pierwszy z brzegu test jakiegokolwiek aparatu, a zrozumiesz o co mi chodzi. Z niezrozumiałych dla mnie powodów testerzy za punkt honoru stawiają sobie sprokurowanie listy wad aparatu. Pół biedy, gdy niedoróbki są bezdyskusyjne, ale jeśli ktoś pisze, że “słabą stroną aparatu jest brak zasilania przez USB” to szlak mnie trafia!

A czy nie lepiej skupić się na pozytywach? Czy nie lepiej nieść miłość i szerzyć pokój na świecie? (I rock’n’roll oczywiście 🙂 )

Z uśmiechem na twarzy i z ciepłem w sercu spisałem 6 zalet, za które kocham mój aparat fotograficzny.

Szybki i bezbłędny autofocus.

Jeśli czegoś totalnie nie spieprzę, to jestem w 100% pewny, że mój ukochany aparat złapie ostrość. I w dodatku zrobi to szybciej niż mgnienie oka (około 0.1 sekundy jeśli wierzyć instrukcji obsługi).

Pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby pisać o autofokusie gdyby nie moje aparaty, których dawno się pozbyłem. Pamiętam jak dziś moje walki z back/front fokusem, grzebanie w mikroustawieniach, wizyty w serwisie i wyrywanie włosów z głowy.

Teraz moje życie jest piękniejsze, a zdjęcia ostre 🙂

Ekran jak trackpad.

W zamierzchłych czasach punkt ostrzenia wybierałem bardzo nieporęcznym joystickiem. Jakoś nigdy mój kciuk nie był wystarczająco zręczny, żeby ustawić ten punkt, o którym myślała głowa. Pewnie z tego powodu tak popularny wśród fotografów jest sposób na używanie tylko środkowego punktu i przekadrowywanie po wyostrzeniu.

Mój ukochany aparat nie ma głupiego joysticka, a punkt ostrzenia mogę ustawić macając kciukiem ekran, nawet wtedy, gdy jest wyłączony, a ja zaglądam do wizjera. Ekran działa tak, jak trackpad w laptopie.

Poezja!

Jednoręki bandyta

Taki już jestem dziwny, że lubię obsługiwać aparat jedną ręką, szczególnie na spacerze czy wycieczce w góry gdy drugą rękę mam zajętą (bo trzymam w niej niezbędne kamyczki uzbierane właśnie przez moją córkę).

Mój aparat da się włączyć i wyłączyć jedną ręką, a wiele guzików i pokręteł powoduje, że każdą ważniejszą funkcję mam na skinienie jednej ręki.

Guzik Autoekspozycji

80% zdjęć robię w trybie M nie dlatego, że jestem “profesjonalny”, ale dlatego, że nie lubię, gdy aparat za mnie decyduje.

Goście pstrykający w trybach automatycznych (głównie w trybie A jak wynika z publikacji Centrali Światowego Instytutu Do Spraw Badań) tłumaczą, że nie ma czasu na kręcenie gałkami czasu i przysłony, szczególnie gdy panna młoda wyszła z ciemnego kościoła na pełne słońce.

Niech im będzie.

Ja jednak upieram się przy M, szczególnie że w moim ukochanym aparacie mam magiczny guzik Autoekspozycji. Gdy go przycisnę w trybie manualnym aparat zmienia przysłonę i czas tak, jak zrobiłby to automat. Niezły punkt startowy. A jeśli widzę, że zdjęcie jest nie tak naświetlone jakbym chciał, to kilka klików gałkami czasu i przysłony i już jestem w domu.

Zebra

W wizjerze mojego ukochanego aparatu na żywo widzę, które miejsca na zdjęciu będą prześwietlone, bo biega po nich zebra 🙂 Parę klików przysłoną albo czasem, żeby pozbyć się zebry i już wiem, że zdjęcie będzie “dobrze” naświetlone zdjęcie.

Zebra to genialny wynalazek. Do tego stopnia, że przestałem używać histogramu i wyłączyłem automatyczny podgląd zdjęcia po jego zrobieniu. Po co mam sprawdzać histogram, jeśli wiem, że zdjęcie jest dobrze naświetlone? Po co mam podglądać, jak wyszło, skoro tuż przed naciśnięciem migawki widziałem je w wizjerze?

Nie wiem czemu zebra wylądowała na 5 miejscu. Powinna być na pierwszym!

Iso i balans bieli na gałkach

Bardzo lubię zmieniać ISO balans bieli kręcąc gałkami. Pokrętła są znacznie szybsze niż wchodzenie do menu i wielokrotne przyciskanie guzików.

Niby mała rzecz, a bardzo mnie cieszy 🙂

Teraz Twoja kolej. Za co Ty kochasz swój aparat? Proszę napisz mi w komentarzu. Założę się, że zalety Twojego aparatu będą całkiem inne, nawet jeśli mamy ten sam aparat 🙂

PS. Mój ukochany aparat ma wiele wad, ale dziś o nich nie pisałem. Ty też się powstrzymaj od szukania dziury w całym i w komentarzu napisz koniecznie tylko o zaletach 🙂

Wyzwalanie lampy z aparatu

08-09-26-102

Dostałem takiego maila:

Witam,
Od jakiegoś czasu zacząłem się interesować fotografią, stale staram się pogłębiać swoją wiedzę. Obejrzałem mnóstwo filmów Pana autorstwa i myślę, że jestPan odpowiednią osobą która może mi pomóc. Bardzo zainteresowała mnie technika strobist (CLS?) i ciężko mi znależc odpowiedz na moje pytnie. Posiadam Nikon d3300 i lampe błyskową Yongnuo 560 II. Chodzi mi o to, czy mozna zrobić zdjęcie portretowe modelki wyzwalajac lampe YN lampa wbudowana aparatu, w ten sposob, zeby na zdjeciu zostal zarejestrowany tylko błysk z lampy YN. Czy tak sie da? Czy trzeba wyzwalac lampe jakims wyzwalaczem i jesli tak, to czy takei wyzwalacze sa dedykowane do poszczegolnych modeli lamp? I jesli nic z tego co posiadam nie stworze, czy mogly Pan mi polecic jakis wyzwalacz z lampa w rozsadnej cenie. Na allegro jest tego tyle, ze jestem zielony.
Pozdrawiam

Odpowiedziałem tak:

Dzięki za dobre słowa o mojej działalności internetowej 🙂

Na 99,9% lampy Yongnuo 560II nie da się wyzwolić lampą na aparacie tak, żeby błysku wyzwalającego nie było widać. Lampa błyśnie dokładnie w momencie błysku wyzwalającego, nawet gdy włączysz tryb wyzwalania ignorujący błyski pomiarowe TTL (ten tryb nazywa się chyba S2).

Możesz jednak zrobić coś innego. Jeśli ustawisz moc lampy na aparacie na bardzo małą, a Yongnuo na dużą, to błysk wyzwalający będzie na zdjęciu prawie niewidoczny.

A jeśli ciągle będzie Ci ten błysk przeszkadzać, to zasłoń lampę na aparacie kawałkiem folii aluminiowej w taki sposób, żeby całe światło z lampy odbiło się od folii w kierunku sufitu.

Albo jeszcze lepiej zrób z czarnego papieru rurkę, nałóż ją na lampę aparatu i skieruj w stronę fotoceli na lampie głównej. Pewnie nie zawsze będzie to możliwe, ale taki sposób wyeliminuje całe światło z lampy aparatu.

Ta rurka z czarnego papieru to dokładnie to samo co strumienica (albo jeśli wolisz snoot), tyle, że w wersji mini 🙂 Zamiast papieru możesz użyć innego, bardziej trwałego materiału – napisałem o tym w instrukcji Jak zrobić snoot. Zerknij tam koniecznie.

Jeśli powyższe sposoby Ci się nie sprawdzą, to faktycznie będziesz musiał skorzystać z wyzwalaczy radiowych.

Niestety podobnie jak Ty, jestem z w temacie wyzwalaczy zielony. Kiedyś dawno, dawno temu coś na ten temat wiedziałem, wybrałem sobie wyzwalacz i już więcej do tematu nie wracałem, bo nie było to interesujące. Wtedy wybrałem Pocket Wizardy, a dziś wybór jest znacznie większy i ceny znacznie lepsze.

Jedyne, co mogę Ci poradzić, to studiowanie internetu i szukanie informacji o wyzwalaczach na forach o fotografii.

Koniecznie daj mi znać, czy sposób z folią zadziałał – jestem bardzo ciekawy!

Pozdrawiam,
Jarek Sikora
StudioWPlecaku.pl

PS. O Pocket Wizardach nagrałem też wideo

Test Olympus OM-D EM-5 kontra Panasonic Lumix G5

Tylko dla zainteresowanych sprzętem mikro cztery trzecie (m43)!

Na tym wideo porównuję Olympusa OM-D EM-5 z Panasonikiem Lumix G5, a z przegranym żegnam się bezpowrotnie z pomocą allegro 🙂

Jeśli chcesz się z tego nagrania dowiedzieć, który z aparatów ma mniej szumów lub więcej megapixeli, to pewnie to porównanie nie przypadnie Ci do gustu, bo skupiłem się tylko na rzeczach ważnych DLA MNIE!

I pewnie pomyślisz sobie, że jestem trochę dziwny, bo nie obchodzą mnie megapiksele i tysiące ISO. Masz do tego prawo. Mi natomiast zależy na zupełnie czymś innym. Zresztą zobacz sam!

A jeśli chcesz zadać pytanie dotyczące jednego z tych aparatów, zadaj je proszę w komentarzach. Jeśli będę znał odpowiedź, to na pewno odpowiem. A jeśli nie, to na pewno któryś z Plecakowiczów pomoże 🙂

Jaki obiektyw kupić do lustrzanki?

13-05-24-103
Tego typu maile dostaję mniej więcej 3 razy w tygodniu:

Witam serdecznie, zastanawiam się nad kupnem lustrzanki, zdecydowałem się na [aparat Nikona] ponieważ wiele osób mi go poleciły. Chciałbym fotografować wszystkiego po trochu ale głównie portrety i krajobrazy, i tu nasuwa mi sie pytanie do Pana […] jakie obiektywy by mi Pan polecił.

Z góry dziękuje za odpowiedź.

Co to jest 50mm?

Kiedy w 2004 zadałem to samo pytanie doświadczonemu fotografowi zarzucił mnie modelami i parametrami obiektywów. Niestety ani modele, ani parametry w tym czasie nic mi nie mówiły.

Nie wiedziałem co to znaczy 50mm czy 85mm. To znaczy teoretycznie wiedziałem, że 50mm oznacza ogniskową i wiedziałem co to jest ogniskowa, ale nie miałem pojęcia, jakie zdjęcia będę mógł robić taką ogniskową.

Czy obiektyw 50mm pozwoli mi robić szerokie kadry obejmujące rzekę, jezioro, las i pobliskie lotnisko? Czy też raczej będę mógł zaglądnąć tygrysowi prosto w lewe oko.

Wiedziałem też, że 50mm to obiektyw „portretowy”, ale co to w praktyce oznacza?

Pierwszy obiektyw

Nie posłuchałem mojego kolegi i nie kupiłem 85/1.2.

Pewnie z wrodzonego skąpstwa 🙂

Kupiłem najtańszy obiektyw, jaki tylko mogłem znaleźć: kitowy obiektyw Canon 18-55/3.5-5.6.

Podczas trzech miesięcy użwania tego obiektywu stało się kilka rzeczy:

  1. Nabrałem wyczucia i dokładnie wiedziałem, co to znaczy 18mm (szerokie ujęcia) i co to znaczy 55mm (na pewno nie zoom do sprawdzania koloru tygrysich oczu).
  2. Zorientowałem się, że kompletnie nie jestem zainteresowany fotografowaniem krajobrazów i uwielbiam robić zdjęcia mojej córce, co oznacza, że kompletnie nie interesuje mnie szeroki kąt i potrzebuję obiektywu „portretowego”.
  3. Stało się dla mnie jasne, że większość zjdęć robię w domu, a niewiele w pełnym słońcu, więc potrzebny mi był obiektyw o dużym świetle. Portretówka o dużym świetle? Tania? Oczywiście, że kupiłem 50/1.8 – plastik-fantastik!
  4. Gdy już wciągnąłem się na maksa w fotografię, zacząłem czytać wszystko, co wpadło mi w ręce na temat sprzętu i po kilku miesiącach nawet obudzony w środku nocy mogłem recytować parametry dowolnego canonowskiego obiektywu wraz z ilością gwiazdek, wadami i zaletami i oczywiście cenami.
  5. Podsumowując 1. do 4. na pytanie „jakiego obiektywu potrzebuję” potrafiłem sobie odpowiedzieć sam. I moja odpowiedź była znacznie lepsza niż odpowiedź jakiegokolwiek przyjaciela, fachowca czy „Internetowego Profesjonalisty”. Moja odpowiedź była lepsza, bo uwzględniała moje upodobania i mój budżet – nikt lepiej ode mnie nie zna tych parametrów.
  6. Mój pierwszy obiektyw znalazł nowego właściciela, a w moim plecaku zastąpił go Tamron 28-75/2.8. To prawda, straciłem na tej transakcji kilkadziesiąt złotych, ale traktuję je nie jako statę, ale jako inwestycję. Inwestycję we własną wiedzę i doświadczenie.

Kup najtańszy używany zoom

Zdecydowanie nie znam się na obiektywach Nikona i zapomniałem wszystko, co wiedziałem o Canonach. Dlatego nie powiem Ci, który konkretnie obiektyw masz kupić, ale bardzo polecam podejście „kup najtańszy zoom”. Nabierz doświadczenia z tym obiektywem. Przekonaj się, jaki rodzaj fotografii Cię kręci. I dopiero wtedy wybierz swój idealny obiektyw i pozbądź się taniego zooma.

I jeszcze jedno. Gdybym teraz miał wrócić do 2004, to na pewno kupiłbym jakiś używany obiektyw, a im niższa cena, tym lepiej.

Bo po co przepłacać za obiektyw, który i tak zamierzasz sprzedać?