Filtry Rosco

Z ostatniej chwili: Jakub Kramarz napisał do mnie tak:

Witam,

Piszę odnośnie wpisu na temat filtrów Rosco ze swatchbooków. Chciałbym zasugerować aktualizację wpisu – bo dla wielu jeszcze będzie potencjalnym źródłem wiedzy – uwzględniając obecny sposób ich dystrybucji.

Swatchbooki są obecnie sprzedawane w cenie 7 funtów, aleee…

Cytując: „Wolałbym, żeby (…) było po kilka sztuk najczęściej używanych (na przykład filtry CTO). Mógłbym wtedy jednym próbnikiem obskoczyćkilka lamp.”

Taki własnie zestaw się pojawił, Rosco proponuje go przy próbie zamówienia próbników. Ma podobną, jeżeli nie niższą cenę na rynku zachodnim, nie udało mi się jeszcze znaleźć go w Polsce:

http://www.rosco.com/uk/sbreqs/strobistkit.cfm

– zestaw zawiera 55 filtrów, w tym 9 to filtry kolorowe, 6 ograniczające siłę błysku, a aż 40 filtry zmieniające temperaturę barwową – poszczególnych filtrów CTB, CTO i +Green otrzymujemy po 5 sztuk

– mimo że nie ma dystrybutora w Polsce, opłaca się kupić na eBayu, jako że wraz z przesyłką do Polski zestaw kosztuje ~56zł – czyli średnio tyle, co 20 przypadkowych filtrów Lee na rodzimym rynku

Pozdrawiam,
Jakub Kramarz

Filtry Rosco to kawałki folii zakładane na lampę błyskową w celu zmiany jej barwy. (Jak to robić? Zobacz wideo Filtry CTO.) Filtry firmy Rosco, a szczególnie próbniki zawierające całą ich gamę, stały się bardzo popularne przez niejakiego Strobista. Dość powiedzieć, że gdy Strobist wspomniał o darmowych próbnikach (na zdjęciu poniżej) to wygenerował taki na nie popyt, że firma Rosco nie mogła sobie dłużej pozwolić na ich rozdawanie i teraz trzeba za nie płacić.

Ja swój komplet (a właściwie 4) dostałem jeszcze za darmo i bardzo dobrze mi służy.

Bezpłatny próbnik

Kawałki filtrów w próbniku są takiej wielkości, że akurat pasują na większość lamp błyskowych, a z pewnością na lampy NikonSB-24 i Nikon SB-26. I to chyba jedyna zaleta próbnika.

Wad jest więcej:

  1. Montaż na lampie. Znane są mi dwa sposoby: na taśmę klejącą i specjalny uchwyt typu zrób to sam z kartonu. Taśma klejąca (1) przestanie się w końcu kleić i (2) może się zapalić/stopić pod wpływem energii błysku. Specjalny uchwyt kartonowy jest według mnie niekoniecznie stabilny i nie pasuje do pozostałych modyfikatorów światła, jakich używam (na przykład grid). Na pewno znajdzie się ktoś, kto wymyśli trzeci, perfekcyjny sposób montowania filtrów z próbnika. Jeśli tak, to proszę o opisanie rozwiązania w komentarzach.
  2. Dziurka. Filtr wyjęty z próbnika ma dziurkę o średnicy około 4 milimetrów. Niby to niedużo, ale ma duży wpływ na działanie filtrów, szczególnie tych pochłaniających więcej światła.
  3. Wyjęcie filtra z próbnika graniczy z cudem. Filtry są skręcone w jedną całość przy pomocy długiego nita, którego nie da się (w sposób cywilizowany) rozkręcić. Filtry są bardzo wytrzymałe na rozerwanie i próba wyciągnięcia ich siłą z próbnika nie kończy się powodzeniem. Jedyny sposób na wyjęcie filtrów to ich przecięcie nożem lub nożyczkami. I to też nie jest łatwe, szczególnie z nowego próbnika, bo nie ma miejsca pomiędzy filtrami żeby swobodnie włożyć nożyczki. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej przecinać filtry ostrym nożem.
  4. Liczba filtrów. Paradoksalnie duża liczba fitrów w próbniku nie pomaga. Wolałbym, żeby zamiast tysiąca różnych kolorów, których nigdy nie użyję w próbniku było po kilka sztuk najczęściej używanych (na przykład CTO). Mógłbym wtedy jednym próbnikiem obskoczyć kilka lamp.

Filtry profesjonalne a samoróbki

Profesjonalne filtry, takie jak filtry Rosco czy filtry Lee są produkowane z myślą o zakładaniu ich na lampy (nie tylko błyskowe zresztą). Znaczy to, że filtry są odporne na wysoką temperaturę i mają dobre parametry optyczne – straty światła są minimalne i kolory, szczególnie filtrów korekcyjnych (na przykład zmieniających temperaturę barwy światła) są dobrane bardzo starannie, żeby nie powodować zafarbów.

Zdecydowanie nie polecam zakładania na lampę samoróbek w rodzaju kolorowych okładek od zeszytów, folii barwnych i tym podobnych wynalazków. Przyczyna jest jedna: podgrzane energią błysku lampy mogą się stopić i/lub zapalić, co nie jest przyjemne ani dla właściciela lampy, ani dla niej samej.

No i filtry samoróbki nigdy nie będą się nadawały jako filtry korekcyjne, gdzie kolor filtru musi być idealnie dobrany.

Samoróbki zdecydowanie odradzam, profesjonalne filtry fotograficzne zdecydowanie polecam.

Filtry fotograficzne w praktyce

Gdy już doszedłeś do (słusznego) wniosku, że próbniki to nie wszystko, i że potrzebujesz czegoś bardziej profesjonalnego, możesz pójść dwiema drogami:

  1. Kupić gotowy zestaw filtrów przeznaczonych na lampy błyskowe. Na rynku, także polskim, jest wiele rozwiązań. Ich zaletą jest to, że zawierają najpopularniejsze filtry, i że są gotowe do użycia zaraz po wyjęciu z pudełka (są przykrojone do odpowiednich rozmiarów i mają rzepy do mocowania na lampę). Paradoksalnie w wielu przypadkach mogą kosztować mniej, niż zestaw arkuszy (o czym za chwilę). Zawsze przed zakupem sprawdź, co się bardziej opłaca.
  2. Kupić arkusze filtrów i samemu przyciąć je do odpowiednich rozmiarów. Zaleta tego rozwiązania jest taka, że możesz paski filtra przyciąć do dowolnych, pasujących do Twojej lampy rozmiarów, i że będziesz miał zapas filtrów na całe życie. Wadą jest cena: potrzebujesz małe kawałki filtra, a będziesz musiał kupić duże arkusze i to w dodatku kilka rodzajów. Większość filtrów będzie kurzyła się w szafie. Przy zakupie arkuszy będziesz jeszcze potrzebował jakiegoś sposobu na zamontowanie filtrów na lampy (na przykład rzepy), co jeszcze podniesie cenę.

Zobacz też wpis o konkurencyjnych filtrach firmy Lee.

Jak mierzyć straty modyfikatorów światła

Każdy z modyfikatorów światła lampy błyskowej (grid (plaster miodu), filtr, parasolka, snoot (strumienica), stofen czy inne cudo) pochłaniają światło. Tabelka z wartościami strat bardzo przyspiesza ustawianie prawidłowej ekspozycji. Zakładając filtr CTO na lampę zaglądam do tabelki i od razu wiem, o ile muszę zwiększyć moc lampy, żeby ekspozycja się nie zmieniła.

Jak zrobić sobie taką tabelkę dowiesz się już za chwilę.

Do pomiaru potrzebne będą: lampa błyskowa, mierzony modyfikator, aparat i biała kartka.

Procedura jest następująca:

  1. Ustaw kartkę prostopadle do źródła światła (czyli lampy błyskowej). Lampa powinna być dość daleko od kartki, bo kartka musi być równomiernie oświetlona. 2 metry są ok.
  2. Przełącz aparat w tryb manualny.
  3. W dalszej części procedury będziesz otwierał przysłonę, więc ustaw ją na dużą wartość, żeby mieć zapas. F8 lub więcej jest bezpieczną wartością.
  4. Manipulując mocą lampy i ISO dobierz właściwą ekspozycję. To ważne, więc powtórzę: przysłonę zostaw w spokoju, a ekspozycję ustaw mocą lampy i ISO.
  5. Zrób zdjęcie kartki tak, żeby wypełniała cały kadr.
  6. Zapamiętaj punkt najbardziej na prawo na histogramie. To będzie nasz punkt odniesienia.
  7. Załóż modyfikator na lampę.
  8. Teraz nie zmieniając ISO i mocy lampy otwieraj przysłonę po oczku do momentu w którym histogram będzie wyglądał tak, jak na zdjęciu zrobionym w punkcie 5.
  9. Różnica między wartością początkową i końcową przysłony to właśnie szukana liczba stopów pochłanianych przez modyfikator. (Oczywiście różnica pomiędzy f8 i f5.6 to jeden stop, a nie 2.4 stopa 🙂

W aparatach Canona pionowe kreski na histogramie rozmieszczone są co jeden stop, więc długą procedurę można uprościć robiąc tylko dwa zdjęcia: z i bez modyfikatora i porównując histogramy. Przy okazji zyskujemy na dokładności, bo przysłona zmienia się co 1/3 stopa (przynajmniej w aparacie Canon 20D), a z histogramu można wyczytać nawet mniejsze zmiany.

Nikon jest mi obcy, ale z pewnych źródeł wiem, że na nikonowskich histogramach są trzy kreski. Domyślam się więc, że nie są rozmieszczone co stop, ale pewnie co półtora stopa. Nikonowcy, tak myślę, powinny trzymać się dłuższej procedury. Jeśli się mylę, to proszę, niech mnie ktoś skoryguje pisząc komentarz.

Zakładając dwa modyfikatory na lampę pamiętaj, że stopy sumują się. Na przykład kombinacja filtra CTO (1 stop) i parasolki (1 stop) pochłonie 2 stopy.

Uwaga 1

Przy pomiarach i potem w trakcie korzystania z tabelki zwróć uwagę na zoom lampy. Szczególnie przy parasolkach odbijających wartość zoomu może wpływać na stopień pochłaniania.

Uwaga 2

Zwróć uwagę na rozlewanie światła, czyli na światło odbite od sufitu i ścian. Lampa, szczególnie zzoomowana świeci tylko do przodu, ale po założeniu parasolki światło jest rozpraszane i jego część odbije się od sufitu powodując zły pomiar. Parasolkę najlepiej mierzyć w dużym i ciemnym pomieszczeniu.

Wywiad z Michałem Dulembą – część 3 z 3

Zapraszam na trzeci i ostatni odcinek wywiadu z Michałem Dulembą, fotografem tańca i mody, autorem znanego bloga michaldulemba.pl. Posłuchaj też poprzednich odcinków.

W dzisiejszym przesyconym agresją 😉 odcinku Michał Dulemba opowiada o wyścigu zbrojeń, topieniu w Odrze i chęci walki. Dowiesz się także dlaczego Nikon i działy marketingu dużych korporacji mogą spać spokojnie.

Pomiar światła – część 2 z 5

Z poprzedniego odcinka dowiedziałeś się, jak ustawiam prawidłową ekspozycję. Dziś pokażę Ci, skąd wzięła się magiczna liczba 2.

Koniecznie przeczytaj pierwszą część serii „Pomiar światła”, bo nie będziesz wiedział o co tu chodzi.

Magiczna liczba 2 może być różna dla różnych aparatów, ale procedura jej znalezienia jest dla wszyskich taka sama.

Magiczną liczbę dla mojego leciwego Canona 20D „wyliczyłem” drogą eksperymentu, który jest banalnie prosty i wygląda tak:

  1. Ustawiasz aparat na tryb ręczny i punktowy pomiar światła.
  2. Przy świetle o stałej jasności (w domu przy żarówce) celujesz w kartkę papieru i ustawiasz przysłonę tak, żeby wskazówka wskazywała na 1. Ważne jest, żeby kartka była oświetlona równomiernie, więc jeśli używasz żarówki, to umieść kartę w odległości 1.5 metra albo więcej.
  3. Strzelasz i patrzysz czy zdjęcie ma prześwietlone punkty – na wyświetlaczu z tyłu aparatu żaden punkt nie powinien mrugać. Szansa przy 1 jest praktycznie zerowa, ale od czegoś trzeba zacząć.
  4. Przekręcasz gałkę czasu o jedno oczko. W moim Canonie 20D ‚oczko’ jest ustawione tak, że przesuwa wskazówkę o 1/3 w górę. Znowu strzelasz fotkę i patrzysz, czy już punkty zaczynają mrugać. Tą procedurę powtarzasz aż do momentu zauważenia pierwszych wypalonych mrugających punktów.
  5. Twoja optymalna wartość (czy też magiczna liczba, jeśli wolisz) to oczko wcześniej niż pojawiły się wypalone punkty. W moim przypadku pierwsze wypalenia pojawiają się gdy wskazówka wskazuje 2 i 1/3 (a w zasadzie pokazywałaby, bo Canon 20D ma skalę kończącą się na 2), co oznacza, że moja optymalna wartość to 2 (przypominam, że oczko w moim aparacie to 1/3).

Proste, prawda?

W kolejnych odcinkach dowiesz się:

PS. Bardzo jestem ciekaw, czy na Twoim aparacie magiczna liczba to też 2. Szczególnie interesują mnie Nikony, bo nie miałem z nimi jeszcze do czynienia. Jeśli masz Nikona, lub inną markę/model aparatu, podziel się swoimi odkryciami w komentarzach.

To jest część druga z pięcioczęściowego cyklu. Zobacz Część 1, Część 3, Część 4 i Część 5.

Pomiar światła w fotografii – część 1 z 5

Bardzo upraszczając można powiedzieć, że są dwa sposoby na pomiar światła w fotografii i ustawienia poprawnej ekspozycji: automatyczny (dla amatorów) i ręczny (dla profesjonalistów).

OK. Trochę przesadziłem z tymi amatorami i profesjonalistami, ale jako użytkownik wyłącznie trybu ręcznego (niektórzy wolą mówić „tryb manualny”) bardzo mi takie uogólnienie pasuje.

Ale nie tylko bardzo naciągana teoria o trybach „amatorskich” i „profesjonalnych” pociąga mnie do trybu ręcznego. Ma on sporo jak najbardziej wymiernych zalet.

Zalety trybu ręcznego to:

  1. Tryb ręczny zapewnia, że każde zdjęcie będzie tak samo (dobrze) naświetlone jak poprzednie.
  2. Tryb ręczny pozwala na bardzo precyzyjne ustawienie naświetlenia nieczułe na rodzaj fotografowanej sceny. Klasyczne przykłady scen ogłupiających automatykę aparatu to Murzyn w białej koszuli (lub panna młoda w bieli), narciarz na stoku, plaża, ciemny las i tak dalej. Generalne aparat głupieje gdy widzi albo bardzo jasną scenę z małą ilością ciemnego, albo ciemną z małą ilością jasnego.
  3. Tryb ręczny daje pełną kontrolę nad naświetleniem, co można wykorzystać kreatywnie. Więcej o kreatywnym użyciu trybu manualnego w następnych odcinkach.
  4. Pewnie jest jeszcze więcej zalet trybu ręcznego, ale trzy powyższe w zupełności mnie przekonują.

Klasyczny sposób ustawienia prawidłowej ekspozycji to użycie światłomierza do pomiaru światła odbitego od kartonika znanego jako „szara karta Kodaka”. Ja jednak nie mając ani szarej karty Kodaka ani światłomierza radzę sobie bezbłędnie. Oto mój przepis (nie ja go wymyśliłem oczywiście, ale bliski jest mojemu sercu, więc czuję się tak, jakby był mój):

  1. Pomiar natężenia światła wykonuję przez światłomierz wbudowany w aparat i ustawiony na tryb spot (punktowy pomiar światła).
  2. Ustawiam punkt pomiaru natężenia światła w wizjerze na najjaśniejszy punkt sceny. Fotografując na przykład narciarza na śniegu celuję na śnieg. Fotografując osobę w białej bluzce celuję na bluzkę. Ważne jest, żeby białe wypełniało całą przestrzeń obrysowaną kółkiem w wizjerze. Jeśli mam założony zoom, to zoomuję, a jeśli akurat nie mam, to podchodzę parę kroków do przodu. Patrz na dwa zdjęcia poniżej.
  3. Teraz mogę manipulować albo czasem migawki albo przysłoną. Załóżmy na chwilę, że wybrałem czas. Kręcę gałką czasu tak długo, aż wskazówka światłomierza pokazuje 2 (to ta podziałka z lewej strony napisu AI SERVO). Taka sama podziałka widoczna jest w wizjerze.
  4. Strzelam fotki – wychodzą w 100% perfekcyjnie naświetlone.

Popatrz na dwa zdjęcia poniżej. Na pierwszym szare kółko pokazuje, jak celowałem przy pomiarze światła. Gdy już ustawiłem ekspozycję (czytaj: kreskę na liczbę 2) mogłem śmiało przekadrować i zrobić kolejne zdjęcie, które tak jak można było oczekiwać nie jest dziełem sztuki, ale za to jest prawidłowo naświetlone.

Skąd wzięła się tajemnicza liczba 2? Co zrobić, gdy fotografia nie zawiera białych plam? A jeśli nie można podejść?

Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w kolejnym odcinku sagi „Pomiar światła„.

To jest część pierwsza z pięcioczęściowego cyklu. Zobacz Część 2, Część 3, Część 4 i Część 5.

Jak zrobić grid (plaster miodu) do lampy błyskowej

Grid (znany także jako plaster miodu) nałożony na lampę błyskową pozwala na bardzo precyzyjną kontrolę nad światłem. Komercyjne rozwiązania kosztują dziesiątki dolarów, ale profesjonalny grid można z łatwością zrobić samemu i to za kwotę nie przekraczającą 10 złotych.

Dla zainteresowanych samodzielnym wykonaniem grida przygotowałem szczegółową instrukcję.

Z tej darmowej instrukcji dowiesz się:

  • jak krok po kroku zbudować profesjonalny grid na lampę błyskową
  • jak optymalnie dobrać długość grida
  • jakich materiałów użyć, żeby grid był trwały i wyglądał profesjonalnie
  • dlaczego nie można używać kleju i czym go zastąpić
  • dlaczego grid jest w pewnych sytuacjach lepszy od snoota
  • jakie słomki nadają się do wykonania grida, a jakich unikać

Ponieważ nie każdy chce brudzić sobie ręce, ten darmowy poradnk opublikowany na stronie zanudziłby większość czytelników, tym bardziej, że jest szczegółowy i przez to obszerny.

Postanowiłem więc, że zrobię z niego PDF i wyślę tylko zainteresowanym. Jeśli jesteś zainteresowany to
zapisz się na listę StudioWPlecaku.pl. Wpisz swoje imię i emaila poniżej, a ja wyślę Ci instrukcję tak szybko, jak się da.

Twój email: